Moje serce zdominował Kosma-ty diabełek mały. Dzidziuś ma temperament i jest co robić, czasami brak cierpliwości. Ale nie umiem już wyobrazić sobie, czym byłoby nasze życie z mężem mym bez tego szkraba.
Za to kicia kocia manifestuje swoją obecność i to bardzo mocno. Nikt jej już tyle nie głaszcze, posiłki są wydawane nieregularnie, coś różowego cały czas krzyczy, nie ma gdzie uciec, no i nie jest już Number 1 na Cukrowej. Pierwszy manifest odbył się w piątek, drugi w sobotę. Bilans to zmoczone dwie kołdry, dwie poszwy, dwa prześcieradła i dwie kapy. No bo skoro Kosma sika non stop i wszyscy się cieszą, to czemu kicia kocia miałaby nie dostarczyć nam więcej radości?
To fakt, w litrach wygrała z Kosmą, w oddawaniu moczu...
Jakoś musimy się wszyscy spacyfikować w naszej przestrzeni.
Mąż i ja wciąż się kochamy.