sobota, 15 sierpnia 2009

Sierpień na Cukrowej

Wreszie usiadłam i piszę. Trochę fala mdłości mnie ogarnęła przez ostatnie miesiące i necikowy pamiętnik poszedł w odstawkę. Otóż zostanę mamą Groszka, (tym samym Bartosik zostanie ojcem-wyjaśnienie dla kolegów), którego płci nie znam, ponieważ się dziecko uparło i jak przychodzi do badania USG, to się serdecznie wypina. Jak to określiła koleżanka Ida, jacy rodzice, takie dziecko...
Na Cukrowej będzie wysyp Groszków, bo wiele dam tyje w oczach. JedNa moja psiapsiółka już swojego Ananaska hoduje w domu (moja hodowla ogranicza się narazie do dostarczania witamin temu bijącemu, drugiemu sercu we mnie). Otóż ta moja psiapsiółka jest posiadaczką obecnie dwóch chłopięcych serduszek. Tak się złożyło, że spotkaliśmy razem z moim szanownym małżonkiem ową psiapsiółkę w markecie znanej sieci, nieopodal miejsca zamieszkania. Matka Polka też człowiek i zakupy musi robić, i potrzeby ma. Tuż przy kasie najmniejszy członek rodziny zapragnął pożywienia. Mój małżonek spakował koleżance zakupy i pobiegła karmić swe serce na drugi koniec marketu znanej sieci. Na to wszystko odezwała się pracownica kasowa, przy sąsiedniej kasie, do klienta stojącego obok -"Widział Pan? Z takim małym dzieckiem do sklepu? I jeszcze drugie obok.."
Ponieważ w ciąży jestem mniej kłótliwa-a przynajmniej się staram-nie poszło na noże i się nie odezwałam. Chciałam tylko zapytać, gdzie się podziała tolerancja, gdzie się podziała kultura i co tej pracownicy kasowej do tego, swoją drogą najwyraźniej bezdzietnej? To co, dzieci jak psy należy zostawiać przed sklepem? Albo jak się ma dzieci, to już zakupów robić nie wolno?
I tak się sprawdza stara prawda, że "punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia". No bo co można z kasy znanej sieci marketów zobaczyć?

0 komentarze: