niedziela, 3 maja 2009

Majówka

Zachciało nam się wycieczek w okolice. Najpierw była wystawa kwiatów. Przyjemny spacer przez park zamienił się w przebieranie nogami wśród tłumów, setek, tysięcy ludzi. Okazy były do pooglądania. Ale nie kwiatów-tych tyle co kot napłakał. Z szanowanej wystawy zrobił się jarmark i rewia dyskotekowej mody. Okazy dziwolągów z butami wiązanymi do kolan czarnymi wstęgami, z włosami czarnymi w fioletowe pasma. Albo takie całkiem na biało makolągwy. Nasuwa się pytanie-skąd ludzie biorą takie przebrania. Bo trudno uwierzyć, że na co dzień tak się noszą. Zapach goffrów mieszał się z zapachem grilla. Pajdy chleba ze smalcem za jedyne 3 do 10 PLN:) Nie udało się zbyt wiele zobaczyć na samej wystawie, bo tłum przepychał mnie z jednej komnaty zamkowej w drugą... Cóż.
Mały odpoczynek w sobotę i w niedzielę poloneza zaczęliśmy ponownie. Tym razem ogród botaniczny za miastem. Kolejki do kasy, kolejki w alejkach, kolejki do fotografowania magnolii, kolejki do wc (tego palstikowego, z drewnianego nikt nie korzystał). Ceny roślin kosmiczne, mniejszy jarmark, ale jak się ludzie dowiedzą, to za dwa trzy lata będzie pogrom:)
Szczęśliwie dotarliśmy do domu, gdzie wreszcie spokój i ludzie jacyś bardziej swojscy. Wystarczy otworzyć okno balkonowe i można usłyszeć-jak jedzie samochód to spieprzaj na chodnik- to jakiś dojrzały tata z elokwencją wychowuje malca na rowerze.
Dobrze być w domu...

0 komentarze: